Pogrzeb Weroniki
Oby ten sen się nie spełnił.
Czasem ludzie mają prorocze sny. Podobno. Ja też tak czasem mam. Nie sądzę aby przykład, który mogłabym wam podać był interesujący, więc go raczej nie napiszę.
Tej nocy miałam tragiczny sen. Gdy się obudziłam, cała moja poduszka była mokra od moich łez. Płakałam przez sen? I chyba nawet nikt mnie nie usłyszał. Wciąż jestem w szoku. Przez chwilę miałam wrażenie, że to naprawdę się stało, a ja zez zmęczenia poszłam tylko na chwilę spać. Potem pomyślałam, że może stało się to kilka lat temu, a dzisiaj jest rocznica tego wydarzenia, więc pewnie wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą. A sen wyglądał tak.
Była niedziela, 25 maja 2014. Tego dnia miała się odbyć koronacja obrazu Matki Bożej Szkaplerznej Rozwadowskiej w Kościele Matki Bożej Szkaplerznej, w naszym mieście. Poszłam na majówkę młodzieżową do Klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów. To dziwne, ponieważ majówki te odbywają się od poniedziałku do piątku. Pamiętam, że zerwał się ostry i silny wiatr, więc odwołano nabożeństwo. Wtedy postanowiłam pojechać na uroczystość koronacji obrazu do rozwadowskiego kościoła.
Gdy przyjechałam słońce bardzo grzało i zrobiło się gorąco. Weszłam do środka. I zobaczyłam to. Nie mogłam uwierzyć. Jak to się stało?! Podeszłam do zrozpaczonej mamy. Zapytałam, dlaczego o niczym nie wiedziałam. Odpowiedziała, że mi powiedziała a ja zdecydowałam się nie pójść. Nie uwierzyłam jej. Przecież byłam na POGRZEBIE najlepszej PRZYJACIÓŁKI.!!!
Weronika. Tak miała na imię. Znałyśmy się od przedszkola. Mogłabym tu napisać, jak się poznałyśmy, jak wyglądała nasza przyjaźń i dlaczego tak bardzo się od siebie oddaliłyśmy, ale to za długo pisania. Nieważne. Dowiedziałam się jeszcze, że zginęła w wypadku samochodowym. Razem z mamą stałyśmy przy wyjściu kościoła. Widziałam jak jej zrozpaczona mama siedzi w pierwszej ławce i płacze. Zauważyłam moje dawne przyjaciółki z podstawówki. Nawet Marcelę, która w pewnym momencie nie wytrzymała, wstała i cała we łzach wyszła bocznym wyjściem z kościoła. Widziałam trumnę. Boże. Dlaczego?
Nie potrafiłam pojąć jak i dlaczego to się stało. Nie wierzyłam mamie, że niby mi o wszystkim powiedziała. Weronika była najbardziej oddaną Bogu przyjaciółką jaką miałam. Razem wyjeżdżałyśmy na kolonie z K.B.M.K. Nie. Nie, to się nie dzieje naprawdę. A przynajmniej tak próbowałam myśleć. I chyba dostałam udaru, bo nagle każdy na mnie patrzył ( nawet zrozpaczona i zapłakana mama Weroniki ) i świat nagle zaczął się trzęsnać.
I wtedy zobaczyłam sufit mojego pokoju. To był sen? A może straciłam na pogrzebie przytomność i teraz tu leżę? A może to stało się parę lat temu i teraz wspomnienia powróciły? Nie , jednak nie. Weronika żyje. I będzie żyła. A przynajmniej tego się trzymam.
Gdy przyjechałam słońce bardzo grzało i zrobiło się gorąco. Weszłam do środka. I zobaczyłam to. Nie mogłam uwierzyć. Jak to się stało?! Podeszłam do zrozpaczonej mamy. Zapytałam, dlaczego o niczym nie wiedziałam. Odpowiedziała, że mi powiedziała a ja zdecydowałam się nie pójść. Nie uwierzyłam jej. Przecież byłam na POGRZEBIE najlepszej PRZYJACIÓŁKI.!!!
Weronika. Tak miała na imię. Znałyśmy się od przedszkola. Mogłabym tu napisać, jak się poznałyśmy, jak wyglądała nasza przyjaźń i dlaczego tak bardzo się od siebie oddaliłyśmy, ale to za długo pisania. Nieważne. Dowiedziałam się jeszcze, że zginęła w wypadku samochodowym. Razem z mamą stałyśmy przy wyjściu kościoła. Widziałam jak jej zrozpaczona mama siedzi w pierwszej ławce i płacze. Zauważyłam moje dawne przyjaciółki z podstawówki. Nawet Marcelę, która w pewnym momencie nie wytrzymała, wstała i cała we łzach wyszła bocznym wyjściem z kościoła. Widziałam trumnę. Boże. Dlaczego?
Nie potrafiłam pojąć jak i dlaczego to się stało. Nie wierzyłam mamie, że niby mi o wszystkim powiedziała. Weronika była najbardziej oddaną Bogu przyjaciółką jaką miałam. Razem wyjeżdżałyśmy na kolonie z K.B.M.K. Nie. Nie, to się nie dzieje naprawdę. A przynajmniej tak próbowałam myśleć. I chyba dostałam udaru, bo nagle każdy na mnie patrzył ( nawet zrozpaczona i zapłakana mama Weroniki ) i świat nagle zaczął się trzęsnać.
I wtedy zobaczyłam sufit mojego pokoju. To był sen? A może straciłam na pogrzebie przytomność i teraz tu leżę? A może to stało się parę lat temu i teraz wspomnienia powróciły? Nie , jednak nie. Weronika żyje. I będzie żyła. A przynajmniej tego się trzymam.
"Każde życie różni się czymś od innego życia. Liczą się wszystkie albo nie liczy się żadne..."Ola
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz